Po roku 1945 wielu z nich ruszyło na zachód, m.in. do Świdwina. Nie jechali jak zwykli migranci. Serca mieli ściśnięte od straty, a walizkę pełną drobiazgów, które miały zastąpić cały dawny świat: fotografię, ulubioną łyżkę, haftowaną chustkę z inicjałem, czasem nawet garść ojczystej ziemi w słoiku. Przyjeżdżali tu z nadzieją, że da się zacząć życie od nowa.
Z początku miasto było dla nich zupełnie obce, choć jego mury stały tu od wieków. Świdwin miał długą historię, znacznie starszą niż oni. Lecz dla tych ludzi najważniejsze nie było to, co pamiętały wieki, ale to, czy w pustym domu znów zapłonie ogień. Tak rodziło się nowe życie — ostrożnie, w ciszy, wśród nieznanych ulic i skwerów...

Visit Social media:
Share Social media: